Szósta kolejka Ligi Bociana

6 kolejkę Ligi Bociana grupy A otworzył mecz FC BRAŃSZCZYK – FC BORGONA. Od początku spotkania gospodarze rzucili się do ataku i pierwsze 10 minut to istna nawałnica bramki Borgony. Wynik spotkania otworzył strzałem zza pola karnego Przemek Godleś. FCB cieszyło się tylko chwilę z prowadzenia ponieważ po szybkim wznowieniu i błędzie obrony Borgona wyrównała wynik spotkania na 1:1 . Dla gospodarzy był to ważny mecz i interesował ich tylko komplet punktów, po kilku składnych akcjach Paweł Deluga strzelił na 2:1. Druga połowa to od początku ataki drużyny z Brańszczyka, na 3:1 po przedryblowaniu trzech zawodników strzela Mateusz Drobot. Kolejna akcja bramkowa to rozegranie rodem z NHL piłka jak po sznurku przeszła przez całą drużynę FCB i po zgraniu piłki klatką przez wcześniej wymienionego Drobota strzałem z woleja na 4:1 podwyższa Bogdan Bulecki. W końcówce meczu piłkę w środku pola przejął Dariusz Murawski i zagrał w uliczkę do wychodzącego na pozycję Buleckiego, a ten ustalił wynik spotkania na 5:1. Tym zwycięstwem FC BRAŃSZCZYK wskoczyło na 3 miejsce w tabeli i jest blisko awansu do fazy mistrzowskiej.

Na wstępie meczu pomiędzy zespołami EDEN i CZARNY LOTOS warto napisać, że spotkanie było rozgrywane w najcięższych warunkach atmosferycznych tego dnia. Przez całe spotkanie padał siarczysty deszcz, a błyskawice na niebie nie wiele gorzej oświetlały boisko niż lampy otaczające obiekt. Już na początku spotkania widać było,  że obecny lider tabeli EDEN nie odpuści i w tym meczu. Grali dobrze formacją, trzymali szyk i szybko wyprowadzali piłkę ze swojej połowy. Bardzo dobry mecz w obronie Edenu rozegrał Damian Brejnak, świetnie rozgrywał piłkę i zaliczył kilka kluczowych przejęć futbolówki. Zaś w ataku drużyny Rajskiego Ogrodu brylował Patryk Akier, który potrafił się świetnie znaleźć w polu karnym Czarnego Lotosu i po akcjach skrzydłami swoich kolegów z drużyny, pewnie pakował piłkę do bramki przeciwników. Pierwsza połowa zdecydowanie pod dyktando Edenu, byli lepsi w każdym aspekcie gry i wygrywali już 3:0. Za to w drogiej połowie, w końcu Lotos obudził się z letargu. Czarni zaczęli szybko rozgrywać piłkę, dobrze ją rozciągali po boisku, co przyniosło dla nich szybkie dwa gole. Mimo tej złej pogody na murawie zaczęło robić się gorąco. Nikt nie odstawiał nogi a gra się bardzo zaostrzyła. Eden w końcu zaczął dochodzić do siebie po słabym początku drugiej połowy. Po kilku szybkich podaniach i ładnym dośrodkowaniu po ziemi przepięknego gola tyłem do bramki piętką zdobył Adrian Grudziński. Lotos szybko odpowiedział jeszcze jedną bramka. Remis wisiał w powietrzu, lecz niezawodny w tym meczu napastnik Akier, szybko rozwiał nadzieję Lotosu i i dołożył jeszcze dwa trafienia. Ostatecznie spotkanie skończyło się 6:3 dla drużyny Edenu.

Do kolejnego pojedynku jaki dane nam było obejrzeć stanęły drużyny LSFC i BBS. Pomimo bardzo wyrównanego początku spotkania widoczna była minimalna przewaga zespołu z Leszczydołu, który częściej próbował swoich sytuacji pod bramką przeciwnika. BBS bardzo dobrze w tym meczu grał pressingiem dzięki czemu często sprawiał, że zawodnicy LSFC mylili się i wymieniali dużo podań na własnej połowie. Zespół z Białęgobłota chciał rozgrywać piłkę od własnej bramki, ta taktyka zemściła się na nich ponieważ rywal przejął futbolówkę i stworzył sobie sytuację do strzelenia gola. W wyniku faulu w polu karnym sędzia zmuszony podyktować rzut karny. Do piłki podszedł Paweł Bryl i pewnym strzałem po ziemi otworzył wynik tego spotkania. Tuż po strzeleniu pierwszej bramki zespół LSFC miał bardzo dobrą okazję na podwyższenie prowadzenia, ale w dogodnej sytuacji jeden z zawodników tej drużyny nie trafił w bramkę. BBS próbował strzałami z daleka zmienić rezultat tego spotkania lecz wszystkie próby podjęte przez ten czas miały jedną wspólną cechę – brakowało im celności. W pierwszej połowie tego spotkania nie widzieliśmy więcej bramek, a druga jego odsłona była bardzo wyrównana. Dość nieoczekiwanie po dwóch składnych podaniach zawodnik LSFC znalazł się sam na sam z bramkarzem BBS-u i pokonał go uderzając piłkę w dolny róg bramki. Wraz z upływającym czasem widoczna była mądrość gry drużyny z Leszczydołu, której to zawodnicy starali się utrzymywać piłkę z dala od własnej bramki. Próby Białegobłota aby zmniejszyć wymiar porażki były bardzo dobre, ale w wielu przypadkach zabrakło szczęścia, a piłka odbiła się od słupka bramki. Tuż przed końcem meczu dość szczęśliwie bramkę honorową w tym spotkaniu zdobył BBS i pojedynek ostatecznie zakończył się wynikiem 2:1 dla LSFC.

Ostatnim piątkowym meczem było starcie drużyn TZŁ GREEN HORNETS i JAWOR. Pogoda wyraźnie się poprawiła, lecz nadal obecna była delikatna mżawka. Zawodnicy zespołu z Trzcianki przystąpili do meczu bez choćby jednego zmiennika na ławce rezerwowych, więc musieli dobrze rozkładać siły. Mecz TZŁ i Jaworu jeszcze się na dobre nie zaczął, a drużyna z Białegobłota już prowadziła w tym spotkaniu. W pierwszej akcji spotkania dość słabo prezentująca się w tym sezonie defensywa Trzcianki została zaskoczona długą piłką zaadresowaną do Łukasza Blocha, który spokojnie ją przyjął i wycofał do kolegi z drużyny, a ten bez problemu strzelił pierwszą bramkę w tym meczu. Kolejne minuty tego spotkania były dość wyrównane. W jednej z akcji po przejęciu przez TZŁ piłki we własnym polu karnym wyprowadzili oni typowy dla swojej drużyny kontratak, który zakończył się bramką wyrównywującą autorstwa Jakuba Wierzchonia. W kolejnych minutach JAWOR zdecydowanie dominował, ale TZŁ też tworzyło w tym czasie sporo akcji bramkowych. Zawodnicy z Białegobłota jednak byli bardziej dokładni w swoich zagraniach i lepiej wykańczali swoje sytuacje. Po pierwszej połowie Jawor wygrywał już 3-1. W drugiej odsłonie tego meczu bardzo widoczne było zmęczenie zawodników z Trzcianki, wynikało to z wcześniej wspomnianego braku zmian. Jawor grał szybko piłkę czym jeszcze bardziej męczył przeciwnika. Zawodnicy z Białegobłota po akcjach środkiem pola zdobyli następne dwie bramki, w których widoczne było złe ustawienie bramkarza zielonych. TZŁ zdołał zdobyć jeszcze jednego gola, co trochę zmniejszyło rozmiar ich porażki w tym meczu.  Końcowy wynik, to 7:2 dla Jawora. W ten sposób najstarszy z trzech zespołów z Trzcianki definitywnie zegna się z gronem najlepszych ekip w lidze i od nowego sezonu rozpocznie bój o awans do pierwszej ligi. Zanim to jednak nastąpi czeka nas jeszcze mecz w zamach siódmej kolejki Ligi Bociana. Zawodnicy TZŁ już zapowiadają, że w ostatnim derbowym meczu z FCB (dwie największe miejscowości w gminie) dadzą z siebie wszystko. Trzymamy za słowa i liczymy na dobre widowisko, tym bardziej, że wystąpią w składzie, który powalczy w kolejnym sezonie rozgrywek.

Pierwsze z niedzielnych spotkań rozgrywanych 26.08.2018r. pomiędzy zespołami FC WIDELEC i DŁUGOSIODŁO zapowiadało się dość jednostronnie. Szczególnie biorąc pod uwagę dyspozycję zawodników z Długosiodła, którzy ewidentnie byli bardzo zmęczeni sobotą. Nie dziwi zatem, że pierwszą swoją dogodną sytuację w tym meczu wykorzystał zespół FC WIDELEC, Jarosław Wyszyńskim przedryblował dwóch rywali i wyłożył piłkę do niepilnowanego Krzysztofa Maciaka, który wpisał się na listę strzelców. W kolejnych minutach przewaga Widelca nie była już tak widoczna, do głosu dochodzili także zawodnicy z Długosiodła, ale z niewiadomych przyczyn nie wykorzystali swoich sytuacji. Zawodnicy z Wyszkowa mieli wiele szans na podwyższenie rezultatu, jeden zawodnik był w stanie minąć niemal wszystkich przeciwników (w tym bramkarza) z piłką przy nodze, ale oddany przez niego strzał wylądował na desperacko interweniującym obrońcy, który wybił futbolówkę z pustej bramki. Po wielu próbach Widelec w końcu strzelił bramkę, a na listę strzelców ponownie wpisał się Krzysztof Maciak, któremu udało się w pierwszej połowie zdobyć klasycznego hat-tricka. Drużyna z Długosiodła odpowiedziała tylko jednym trafienia bo bardzo ładnej indywidualnej akcji Heronimka, który przerzucił piłkę nad obrońcami i uderzył obok interweniującego w bramkarza. Lepiej w drugą połowę weszła drużyna z Długosiodła, prostopadłe podanie Brejnaka dotarło do Paska, który wbiegł między obrońców i wpisał się na listę strzelców. W kolejnych minutach znów zakotłowało się pod bramką DGS. W sytuacji sam na sam bramkarz drużyny z Długosiodła sfaulował Jarka Wyszyńskiego, poszkodowany w tej akcji podszedł do egzekwowania karnego i pewnym strzałem podwyższył wynik spotkania na 4:2. Widelec nie cieszył się zbyt długą z dwubramkowego prowadzenia ponieważ znów Heronimek w dość ekwilibrystyczny sposób przyjął sobie piłkę czym zmylił bramkarza i obronę Wyszkowian po czym ponownie pisał się na listę strzelców. Gdy wszyscy obserwujący ten pojedynek kibice myśleli, że FC WIDELEC dowiezie ten wynik do końca spotkania zawodnicy zespołu DŁOGOSIODŁO oddali dwa strzały rozpaczy z dość znacznej odległości i oba zamienili na bramki ostatecznie wygrywając ten mecz 5:4.

Jednym z ważniejszych niedzielnych meczy mający wpływ na układ tabeli było starcie pomiędzy PBS WYSZKÓW i FC PORĘBA. Mecz bankowców z Porębą rozpoczął się lepiej dla drużyny z Wyszkowa i po dwóch indywidualnych akcjach na początku spotkania prowadzili oni 2:0. Ekipa Poręby wykorzystała bardzo dobrze przeprowadzony kontratak i zmniejszyła przewagę rywala do jednej bramki. Poręba nie podejmowała zbyt wielu prób ale w końcu doprowadziła do remisu po stałym fragmencie gry. Co prawda rzut wolny nie był bezpośrednio zamieniony na bramkę lecz dobitka w zamieszaniu podbramkowych przyniosła upragniony remis. Tuż przed przerwą Bankowcy wysunęli się na prowadzenie strzelając trzecią bramkę w tym meczu. Pierwsza połowa była zdecydowanie pod kontrolą PBS. W drogiej części meczu widowisko nie uległo znacznej zmianie, Zieloni dalej konsekwentnie kontrolowali sytuację na boisku i zwiększali przewagę nad przeciwnikiem. FC PORĘBA do dwóch trafień z pierwszej połowy dołożyła jeszcze jedną bramkę w kolejnej odsłonie spotkania, ale ich przeciwnicy tego dnia byli zdecydowanie poza zasięgiem i mecz ostatecznie zakończył się 7:3 dla drużyny PBS WYSZKÓW.

Początek spotkania pomiędzy RED POWER i FC NOWE BUDY był bardzo wyrównany, żadna z drużyn nie potrafiła przeważyć w tym spotkaniu. Po wielu minutach wyrównanej gry Tomek Szydlik bardzo dobrze zachował się na połowie przeciwnika dograł do osamotnionego Dariusza Deptuła, który strzelając na pustą bramkę zdobył pierwszego gola w tym meczu. Po kolejnych wyrównanych minutach ponownie na listę strzelców wpisał się Dariusz Deptuła, a sytuacja w jakiej miało to miejsce była niemal identyczna jak przy pierwszym trafieniu. Druga odsłona tego spotkania rozpoczęła się analogicznie do pierwszej jego części, czyli była wyrównana, ale więcej determinacji w swoich akcjach wykazywał zespół RED POWER. Zawodnicy tego zespołu stworzyli duże zagrożenie pod bramką przeciwnika szczególnie po rzutach wolnych z dość bliskiej odległości od pola karnego. Drugi ze wspomnianych rzutów ładnym technicznym strzałem od słupka na bramkę zamienił Deluga zmieniając wynik spotkania na 2:1. Na wyrównanie nie trzeba było długo czekać, po wrzucie piłki z autu najwyżej w polu karnym wyskoczył Węgier i pokonał bramkarza z Nowych Bud. Na 3 minut przed końcem spotkania fatalnie w bramce Czerwonych zachował się Patryk Kulesza i w samej końcówce sprezentował gola dla drużyny z Nowych Bud. Ponownie tego dnia mieliśmy dowód na to, że należy grać do końca. Dość nieoczekiwanie w ostatniej akcji meczu zawodnicy RED POWER wspięli się na wyżyny i doprowadzili do remisu, a wszystko po szybkiej kontrze i bardzo dobrym zachowaniu Wróbla, który wyłożył swojemu koledze z drużyny idealną piłkę, a ten płaskim strzałem po ziemi doprowadził do remisu. Pojedynek ostatecznie zakończył się wynikiem 3:3 i sprawił, że obie ekipy w najbliższą niedzielę rozegrają ostatnie mecze w tegorocznej edycji Ligi Bociana.

Ostatni mecz niedzielnej kolejki był pojedynkiem o fotel lidera. Drużyny JOGA BONITO i COPACABANA udowodniły, że potrafią pokazać dobre widowisko. Drużyna z Trzcianki przyzwyczaiła nas do tego, że od pierwszej minuty chce strzelić gola. Nie inaczej było i tym razem, licznymi akcjami oraz dobrze wyprowadzaną przez obrońców piłką stwarzali często zagrożenie pod bramką Copacabany. Joga starała się szybko przerywać akcję przeciwnika i taka taktyka w końcu przyniosła oczekiwany rezultat. Mateusz Ponichtera agresywnie przejął piłkę w środku pola po czym podał ją do Jakuba Wierzchonia, a ten zamiast uderzać na bramkę postanowił podać futbolówkę do Dominika Pawłowskiego, który nie mając przed sobą już nikogo pewnie umieścił ją w siatce. Atak JOGA BONITO w postaci PPW daję mocną siłę rażenia. W drugiej połowie COPACABANA nie dała o sobie zapomnieć, praktycznie przez większość tej odsłony to oni dominowali na boisku. Licznymi akcjami i próbami dostania się pod bramkę rywala nie pozwalali Jodze na podwyższenie jednobramkowego prowadzenia. Na szczęście dla Trzciankowskiej ekipy w świetnej dyspozycji byli tego dnia Karol Uchal i Daniel Deptuła, którzy świetnie blokowali Mateusza Drobota walczącego o miano króla strzelców rozgrywek. W końcówce tego meczu doszło do nieprzyjemnej sytuacji. Piłka opuszczając boisko powinna zostać przyznana drużynie Copacabany, ale ostatecznie sędzia nakazał wznowienie z autu drużynie z Trzcianki po czym zakończył spotkanie. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 1:0 dla zespołu JOGA BONITO. Z wieloma decyzjami podczas spotkania nie zgadzali się zawodnicy Copacabany i postanowili podzielić się swoimi odczuciami z prowadzącym ten pojedynek arbitrem. W wyniku czego po ostatnim gwizdku sędzia ukarał czerwoną kartką Mateusza Drobota oraz Patryka Osowieckiego za wulgarne i niekulturalne zachowanie. Duże zamieszanie towarzyszące całej sytuacji sprawiło, że czerwonej kartki uniknął Jakub Wiśniewski. Organizator rozgrywek mając na uwadze podobne sytuacje mogące wydarzyć się  w przyszłości postanowił, że Osowiecki i Wiśniewski za swoje zachowanie nie zagrają w meczu siódmej kolejki fazy zasadniczej rozgrywek oraz w pierwszym meczy fazy finałowej.