Druga kolejka fazy mistrzowskiej Ligi Bociana!

Pierwszym z wyczekiwanych spotkań rozgrywanych w ramach drugiej kolejki fazy finałowej było spotkanie pomiędzy drużynami z gminy Wyszków czyli LSFC i FC WIDELEC. Drużyna z Leszczydołu lepiej prezentowała się od początku spotkania i udokumentowała to bramką zdobytą po szybkiej akcji przeprowadzonej z lewej strony boiska. Strzał w krótki róg zaskoczył bramkarza rywali i Widelec wznawiał piłkę z koła środkowego. Kolejne minuty tego spotkania były bardzo wyrównane i żaden zespołów nie potrafił zdominować przeciwnika. Jeszcze przed przerwą drużyna LSFC podwyższyła prowadzenie. Napastnik z Leszczydołu doszedł do prostopadłego podania od obrońcy, który zagrywał wzdłuż linii bocznej boiska, po przyjęciu piłki zaadresował ją do kolegi z drużyny wbiegającego w pole karne, a ten z bliskiej odległości strzelił kolejnego gola. Po zmianie stron obraz gry nie uległ diametralnej zmianie, Widelec nie rzucił się do szaleńczy ataków i chyba miał nadzieję, że dwubramkowa strata do rywala zostanie zmniejszona bez dużego nakładu sił. LSFC za to konsekwentnie zmierzało po komplet punktów w tym spotkaniu wykorzystując swoje sytuacje podbramkowe. Tak samo było przy bramce na 3:0, która padła po kolejnym wstrzelaniu piłki w pole karne i dołożeniu nogi przez jednego z zawodników z bliskiej odległości. Wysokie prowadzenie LSFC wprowadziło nieco rozluźnienia w drużynie, ale zespół z Wyszkowa nie potrafił tego wykorzystać i ostatecznie nie podjął walki z lepiej dysponowanym rywalem. Jednostronny mecz zakończył się wynikiem 6:0 i FC Widelec powinien być z tego wyniki zadowolony ponieważ przeciwnicy mogli zrobić im zdecydowanie większą krzywdę.
W meczuFC BRAŃSZCZYK vs. JOGA BONITO piłkarze z Trzcianki chcieli pomścić swoją drugą rodzimą drużynę ze wsi. W mecz weszli agresywnie wymieniając podania z jednej strony na drugą, co również czyniła drużyna z Brańszczyka. Podczas rozgrywania piłki przez FC Brańszczyk piłkę przejął Rafał Uchal i rozpoczął rajd przez całe boisko dzięki czemu znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale Paweł GIGI Kowalski oddalił marzenia Jogi o prowadzeniu w tym meczu. O słynnym piłkarskim powiedzeniu, które nie raz już było stosowane w opiach poszczególnych kolejek wiedzą wszyscy. Wiedzą o tym, także zawodnicy Jogi, że „Nie wykorzystane sytuacje się mszczą” i doświadczyli tego na swojej skórze gdyż chwilę później po wrzucie rożnym Bartek Choinka skierował piłkę do ich siatki. Kilka minut później zawodnik Jogi Bonito w polu karnym swojej drużyny przytrzymał piłkę między udami i sędzia podyktował rzut wolny pośredni, po którym Tomasz Depta strzałem od słupka ustanowił wynik na 2:0. Emocjonująca pierwsza połowa przyniosła nam jeszcze gola kontaktowego ze strony Jogi, strzelcem został Rafał Uchal, który oddał soczysty strzał zza pola karnego i piłka wpadła obok słupka. Bramkarz był bez szans. Gracze z Trzcianki pragnący wyrównać na początku drugiej połowy stracili kolejnego gola, Bartek Choinka przechytrzył obrońcę Jogi i mocnym strzałem umieścił piłkę w siatce. W drugiej połowie sędzia ukarał Wachowicza i Choinkę 2 minutową karą za niesportowe zachowanie na boisku.  Ostatnią akcją w meczu był strzał Dominika Pawłowskiego, który zakończył się golem. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:2 dla FC Brańszczyk i walka o miejsce na podium w przypadku obu ekip będzie toczyć się do samego końca.
Kolejne spotkanie zostało rozegrane pomiędzy drużynami COPACABANA i EDEN. Ten mecz już na starcie zapowiadał się dość interesująco. Drużyna Edenu idzie jak burza w rozgrywkach i obecnie jest niepokonana w tegorocznych rozgrywkach. Zawodnicy Copacabany natomiast bardzo chcieli zmienić ten stan rzeczy aby liczyć się do końca w walce o podium. To co wydarzyło się później nie opiszą dobrze słowa dlatego niebawem postaramy się to pokazać, ale chwilowo musi wystarczyć opis. Po wznowieniu piłki wrzutem z autu wylądowała ona pod nogami Michała Laski, stojącego w środkowym kole boiska. Michał zdecydował się na strzał i Eden cieszył się z prowadzenia przy gromkich brawach dla strzelca. Druga bramka padła po mocnym strzale Patryka Akiera, który wokonywał wolny podyktowany przed polem karnym rywala. Płaskie uderzenie jakimś cudem znalazło miejsce w gęstwinie nóg i Eden zyskiwał coraz większą przewagę na boisku.
Niewybaczalny błąd jaki się za chwilę przydarzył w defensywie lidera rozgrywek bez problemu wykorzystali napastnicy Copacabany i zdobyli bramkę kontaktową w tym spotkaniu, a na boisku robiło się coraz ciekawiej. Lepiej w drugą połowę weszła drużyna Edenu i po strzale głową Patryka Akiera zdobyła kolejną bramkę w tym meczu. Strata bramki podziałała motywująco na drużynę w fioletowych trykotach i bardzo szybko zmniejszyli oni przewagę przeciwnika. Niestety dla Copacabany Akier był tego dnia świetnie dysponowany i niebawem ustrzelił trzecią bramkę w tym meczu. Kolejne minuty tego meczu to przede wszystkim dużo walki o każdą piłkę. Szczególnie było to widać w poczynaniach Copacabany, której zawodnicy walczyli do końca spotkania o punkty w ligowej tabeli, ale ostatecznie ulegli liderowi rozgrywek 4:5.
Ostatnim spotkaniem tego dnia był pojedynek pomiędzy zespołami JAWOR i PBS WYSZKÓW. Zawodnicy z Wyszkowa po wysokiej porażce w pierwszej kolejce mistrzowskiej są w ciężkiej sytuacji i liczą na punkty w każdym meczu. W starciu z Jaworem dość szybko bankowcy wyszli na prowadzenie i nie pozostało nic innego jak ustawić zasieki obronne i czekać na możliwość przeprowadzenia szybkiej kontry. W pierwszej połowie defensywa drużyny z Wyszkowa spisywała się bez zarzutów nie dając przeciwnikom zbyt wiele okazji do strzelenia gola. Po zmianie stron obrońca Jaworu zdecydował się na rajd pod pole karne rywali i strzałem w krótki róg zaskoczył bramkarza i wyrównał wynik spotkania.
Druga połowa dla bankowców okazała się bardzo ciężka, a zespół z Białegobłota był zdecydowanie poza ich zasięgiem. Jawor przez resztę spotkania kontrolował wydarzenia na boisku dzięki czemu byliśmy świadkami dość jednostronnego widowiska. Jawor zdobywał bramki jedna za drugą nie zważając na starania przeciwnika w obronie, a wynik spotkania ostatecznie wynosił aż 5:1 dla wicelidera rozgrywać.