Wielkie emocje w przedostatniej kolejce Ligi Bociana!

Przedostatnią kolejkę tegorocznej Ligi Bociana rozpoczęło spotkanie drużyn FC BRAŃSZCZYK i PBS WYSZKÓW. Mecz rozpoczął się dość spokojnie bez szalejących ataków z jednej i z drugiej strony, zawodnikom doskwierał brak oświetlenia spowodowany awarią sieci energetycznej w Brańszczyku. Lepiej w tych warunkach radzili sobie bankowcy i dzięki bardzo ładnej bramce z dystansu Arbaszewskiego objęli oni prowadzenie. Zawodnik Wyszkowian zdecydował się na strzał wolejem spod linii bocznej z okolic środka boiska, a uderzenie było na tyle celne i zaskakujące, że stojący tego dnia w bramce FCB Bartek Choinka był bez szans. FCB konsekwentnie starało się doprowadzić do remisu i w końcu zdołali tego dokonać za sprawą strzelającego na raty Daniela Pakieły. Po chwili Tomasz Depta strzałem z dystansu zdejmuje pajęczynę z okienka bramki drużyny PBSu i miejscowa drużyna wychodzi na prowadzenie w tym meczu. Zawodnicy Brańszczyka spodziewali się dowiezienia korzystnego wyniku do półmetka spotkania, ale inny pomysł na przebieg tej rywalizacji mieli Bankowcy i jeszcze przed gwizdkiem sędziego wyrównali na 2:2. Druga odsłona tego spotkania rozpoczęła się z 30-minutowym opóźnieniem, a wszystko za sprawą egipskich ciemności jakie panowały tego dnia w Brańszczyku. Po przywróceniu zasilania zawodnicy ponownie stanęli na boisku, lepiej nieoczekiwaną przerwę w meczu wykorzystali zawodnicy z Brańszczyka, którzy czekając na dogranie pojedynku dokładnie kreślili swój pomysł na grę. Bardzo szybko rozpoczęli realizację swoich założeń, najpierw podanie od Dariusza Murawskiego wykorzystał Tomasz Depta i płaskim strzałem w długi róg nie dał szans bramkarzowi. Kolejna bramka dla FCB padła po akcji zespołowej, Daniel Pakieła w sytuacji sam na sam odegrał do wybiegające z prawej strony Marcina Zająca, a ten bez problemu umieścił piłkę w pustej bramce. Fatalnie przy kolejnej sytuacji spisał się bramkarz bankowców, który podarował futbolówkę Danielowi Pakieła, a ten ze stoickim spokojem zdobył następnego gola. Pakieła popisał się w tym meczu hattrick’em, ostatnią bramkę zdobył tuż przed kończącym zawody gwizdkiem sędziego i w końcu zaczął przypominać zawodnika, który tak dobrze radził sobie kiedyś w drużynie TZŁ.

 

Kolejnymi zespołami jakie stanęły do rywalizacji tego dnia były ekipy LSFC oraz COPCABANA. Od początku tego spotkania zawodnicy z Leszczydół starali się zdominować przeciwnika, ale młody zespół Copacabany nie dał się zastraszyć i spokojnie starał się od obrony wyprowadzać kontry. Bardzo długo żadna z drużyn nie potrafiła znaleźć sposobu na defensywę rywali. Tak naprawdę największym problemem były warunki gry ponieważ było dość zimno, a piłka po koźle bardzo szybko uciekała poza boisko. Wraz z biegiem czasu przewaga LSFC zaczęła być coraz bardziej widoczna. Pierwszej dogodnej sytuacji po stałym fragmencie gry co prawda nie wykorzystali, ale gdy po raz drugi nadarzyła się możliwość zagrania ze stojącej piłki zachowali się bezbłędnie. Mocne wstrzelenie w pole karne wykorzystał Paweł Bryl i pewnym strzałem jako pierwszy pokonał bramkarza w tym meczu. W kolejnej dogodnej sytuacji napastnicy Leszczydołu nie zrozumieli się i podanie, które powinno być decydujące ostatecznie okazało się niecelne, a wynik spotkania do przerwy nie uległ już zmianie. To czego świadkami byliśmy w drugiej odsłonie tego widowiska zadziwiło wiele osób oglądających ten mecz. LSFC bardzo chciało zdobyć drugą bramkę co z pewnością podcięło by nieco skrzydła rywalowi i uspokoiło grę, ale przez to naraziło się na wiele kontr ze strony Copacabany. Gdyby zawodnicy biegający w fioletowych koszulkach byli bardziej skuteczni to być może strzeliliby trzy, a nawet cztery bramki. Ostatecznie w tym fragmencie spotkania udało mi się zdobyć tylko jedną, ale za to po bardzo ładnej akcji, po zagraniu piłki piętką przez Kubę Rojka na listę strzelców wpisał się Kacper Rzemek, który uderzył tuż obok bezradnie interweniującego bramkarza. Na chwilę przed końcem spotkania drużyna z Leszczydołu miała bardzo dogodną sytuację, ale w sytuacji sam na sam  z bliskiej odległości w bramkę nie trafił napastnik tej drużyny. Co nie udało się pod jedną bramką, udało się natomiast pod drugą, a wszystko za sprawą walczącego do samego końca Łukasza Delugi, który znalazł się w bardzo dobrej sytuacji i po minięciu bramkarza z zerowego kąta zmieścił piłkę w bramce. Gdy wszyscy myśleli, że Copacabana dowiezie ten wynik do końca spotkania po wrzucie piłki z rzutu rożnego najwyżej w polu karnym wyskoczył Patryk Grzybowski i pewnie umieścił piłkę w siatce.

 

Bardzo ważnym dla układu górnej części tabeli było spotkanie pomiędzy zespołami JAWOR i JOGA BONITO. W meczu pomiędzy tymi ekipami stawką była klasyfikacja do walki o tytuł mistrza Ligi Bociana. Obie drużyny doskonale wiedziały o co grają i dynamicznie w spotkanie weszła drużyna z Trzcianki, która dość szybko wyszła na prowadzenie za sprawa niezawodnego duetu ofensywnego w osobach Mateusza Ponichtera i Dominika Pawłowskiego. Jak to zwykle bywa w akcjach bramkowych tego zespołu pierwszy z wymienionych popisał się podaniem, a drugi strzałem nie od obrony, tym bardziej, że oddawany był do pustej bramki. Po tej sytuacji nie obyło się bez obicia słupków po jednej jak i po drugiej stronie i pod koniec pierwszej połowy po stracie piłki ostatniego obrońcy Jogi Bonito, Piotrek Rosiński pokonał bez problemu bramkarza rywali. Zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy drużyna z Białegobłota niesiona duchem walki po pierwszej połowie podnosi wynik na 2:1, a autorem tego zagrania był Dominik Wiśniewski. Kilka minut przed przerwą kropkę nad „i” postawił drugim trafieniem, Piotrek Rosiński, który strzelił bardzo ładnie po długim słupku nie dając szans na obronę Karolowi Uchalowi. Ostatnią akcją w meczu była akcja poprowadzona przez Mateusza Ponichtera, który zaliczył drugą asystę w spotkaniu a strzałem z piętki popisał się Jakub Wierzchoń. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 3:2 dla Jaworu, a całość tego spotkania można obejrzeć na fanpage’u drużyny Joga Bonito gdzie miała miejsce transmisja live.

 

Ostatnim pojedynkiem w ramach tej kolejki był mecz pomiędzy zespołami EDEN i FC WIDELEC. Pierwsza połowa tego spotkania rozpoczęła się od kilku bardzo ciekawych akcji po obu stronach. Optyczna przewaga była po stronie Edenu to oni starali się kreować akcje, oddawali dużo strzałów, ale przede wszystkim były to strzały z dystansu. To właśnie strzałem z dystansu po raz pierwszy pokonali bramkarza, a dokonał tego Patryk Akier, który fenomenalnie uderzył oczywiście z lewej nogi i Piotr Wyszyński broniących w Widelcu nie miał szans przy tym uderzeniu. Jeszcze kilka sytuacji, które miał Eden mogło zostać zamienione na bramki, ale fenomenalnie spisywał się bramkarz drużyny przeciwnej. Drużyna z Rajskiego Ogrodu mogła stracić bramkę w końcówce pierwszej połowy, ale nie skutecznością popisali się zawodnicy Widelca i do przerwy było 1:0 dla Edenu. Drugą połowę od mocnego uderzenia rozpoczął Widelec, Jarosław Wyszyński dostrzegł dobrze ustawionego kolegę zagrał mu idealną piłkę w pole karne, a ten bez problemów pokonał bramkarza przeciwników i wyrównał wynik spotkania. Spotkanie pomiędzy tymi drużynami było bardzo emocjonujące, nie zabrakło w nim agresji i wielu ciekawych akcji. Dwa faule następujące jeden po drugim na Damianie Gałązce spowodowały, że Jarosław Wyszyński musiał opuścić boisko ponieważ został ukarany przez sędziego żółtą kartką. Drużyna Edenu przez pewien czas zdecydowała się na dyskusje z sędzią zamiast skupić się na graniu w piłkę co skutkowało stratą kolejnej bramki. Eden postawił wszystko na jedną kartę i wyszedł niemal wszystkimi zawodnikami na połowę przeciwnika niestety stworzenie przewagi nie udało się, a strata piłki w środku boiska spowodowała, że zawodnik Wyszkowian wyszedł sam na sam z bramkarzem, bez wielkiej kalkulacji minął go po czym posłał piłkę do pustej bramki. Na 3 minuty przed końcem spotkania drużyna Edenu ze sprawą Damiana Gałązki zmniejszyła stratę do jednej bramki. Niestety dla aktualnego lidera rozgrywek ponownie to zespół Widelca wykorzystał odsłonięcie się rywala i w sytuacji sam na sam Jezierski pewnie pokonał Waldemara Siankowskiego. Eden ostatecznie przegrywa to spotkanie 4:2, ale obserwując jego zawodników w tym meczu nie należy być zdziwionym, tym bardziej że pierwszy skład wdawał się w niepotrzebne dyskusje co było wodą na młyn dla Widelca, a zmiennicy nie dostali szansy pojawienia się na boisku. FC Widelec rozegrał natomiast bardzo dobre zawody i w niczym nie przypominał drużyny, która w poprzedniej kolejce została całkowicie zdominowana przez LSFC.

 

Przebieg minionej kolejki Ligi Bociana sprawił, że jeszcze z większym oczekiwaniem odliczamy dni do soboty, kiedy to rozegrane zostaną ostanie spotkania w ramach tegorocznej edycji rozgrywek. Na chwilę obecną w walce o podium pozostaje aż pięć zespołów i o tym jak będzie ono wyglądać zdecydują 13 października bezpośrednie mecze pomiędzy zainteresowanymi ekipami.

Gala wręczenia trofeów drużynowych oraz nagród indywidualnych odbędzie się po rozegraniu ostatniej kolejki w sobotę 13 października 2018 roku o godzinie 21:00 w sali widowiskowej przy remizie OSP w Brańszczyku. Serdecznie wszystkich zapraszamy!