3 sezon LIGI BOCIANA wystartował!

Długo wyczekiwana przez wszystkich liga bociana 14 czerwca w końcu miała swoją inaugurację na boisku w Brańszczyku.

Pierwszy pojedynek to starcie drużyny, która w tej lidze bierze udział od samego początku czyli ekipy TZŁ. Zieloni w pierwszym sezonie rozgrywek stanęli na najniższym stopniu podium, a w jednodniowych turniejach regularnie meldowali się w strefie medalowej. Drużyna ta ze względu na słaby poprzedni sezon musiała tegoroczne rozgrywki rozpocząć w drugiej lidze i od razu postanowiła sprawdzić ekipę, która w 2 lidze Ligi Bobra zajęła trzecie miejsce czyli FC ULTIMATUM WYSZKÓW. Zgodnie z przewidywaniami mecz rozpoczął się troszkę ospale, to pierwszy pojedynek tego turnieju, w związku z czym drużyny postanowiły na początku zbadać swoje możliwości po czym przeszły do zagrań, które miały na celu zdobycie upragnionej bramki. Już na samym starcie spotkania kilka rzutów rożnych miała drużyna z Trzcianki, ale wszelkie próby kończyły się niepowodzeniem. TZŁ zazwyczaj jest bardzo skuteczne przy stałych fragmentach gry dlatego kibiców zgromadzonych na trybunach nie zdziwiło zdobycie bramki po bezpośrednim strzale z rzutu wolnego. Mateusz Ponichtera idealnie przymierzył w okienko długiego rogu bramki i pomimo znacznej odległości bramkarz Ultimatum musiał wyjmować piłkę z siatki. Bez większych fajerwerków pierwsza połowa zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem TZŁ nad drużyną z Wyszkowa. W drugiej połowie lepiej w mecz weszła drużyna Ultimatum, która w dość niespodziewanych okolicznościach przeprowadziła akcję dającą im remis. Duży błąd zaliczyła defensywa Trzcianki, zmiany personalne formacji obronnej niewątpliwie przyczyniły się również do zdobycia drugiego trafienia przez Sławka Maciejewskiego. TZŁ dość nieporadnie próbowało doprowadzić do remisu, nie wykorzystując dogodnych sytuacji po stałych fragmentach gry. Korzystny wynik sprawił, że Wyszkowianie cofnęli się do defensywy, a zawodnicy z Trzcianki niczym rój szerszeni rzucili się z pressingiem na rywala. Po odzyskaniu piłki ta była bezzwłocznie posyłana do Daniela Pakieły, który jedno z podań zamienił na bramkę dającą wyczekiwany remis. Po wznowieniu gry szerszenie nie zwalniały tempa mając nadzieję, że uda się użądlić rywala przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Ultimatum jednak nie pozwoliło na stratę kolejnej bramki i ze spokojem wywalczyło pierwsze punkty na boisku w Brańszczyku.

Drugi mecz w tegorocznych rozgrywkach odbył się pomiędzy debiutującą na brańszczykowskiej ziemi drużyną FC DIABŁY, a drużyną BBS, która ma coś do udowodnienia i z całą pewnością stawiana jest wśród faworytów do podium. Początek meczu należał jednak do ekipy FC DIABŁY, która chciała koniecznie pokazać się z dobrej strony i udowodnić, że jest lepsza. Zawodnicy w czarnych koszulkach kontrolowali grę i próbowali co chwilę ataku pozycyjnego i prostopadłych piłek do wysuniętego Michała Arbaszewskiego. Drużyna BBS-u ma w składzie młodych i wybieganych zawodników, którzy grali blisko rywala nie pozostawiając dużo miejsca do gry przeciwnikom i skutecznie przerywali każdy atak. Pierwsza połowa skończyła się wynikiem 1:0 dla Białegobłota, które wykorzystało odsłonięcie się ekipy z piekła rodem i po ładnym podaniu oraz wykończeniu akcji przez Marcina Gałązkę. Po stracie bramki FC Diabły nie zmieniły nic w swojej grze i mozolnie konstruowali atak pozycyjny. Mecz w drugiej połowie wyglądał podobnie jak w jego pierwszej części. W ostatniej minucie spotkania gdy Diabły opadły już z sił, a BBS ponownie udowodnił, że zawsze gra do końca padło kolejne trafienie. Po strzeleniu bramki na 2:0 sędzia odgwizdał koniec meczu.

Kolejnym meczem pierwszej kolejki II ligi było stracie debiutanta w lidze, drużyny FCA, z zespołem DŁUGOSIODŁA. Ekipa z Wyszkowa przygodę z boiskiem w Brańszczyku rozpoczęła od startu w turnieju jednodniowym. Turniej bardzo szybko się zakończył dla nich gdyż trafili na zespół EDENU, który dzieli i rządzi w ligach oraz turniejach w Brańszczyku. Mimo wysokiej porażki nie dali za wygraną i wystartowali w lidze. Ku uciesze kibiców wraz z Długosiodłem dali bardzo dobry widowisko. FCA do meczu w bardzo ciężkich warunkach wystawiło tylko 7 zawodników, mocno się oszczędzając na początku spotkania. Taktyka ta przyniosła rezultat, z minuty na minute było coraz lepiej. Napór DŁUGOSIODŁA w pierwszych minutach był tak silny, że świetnie sprawdzający się bramkarz FCA musiał w końcu skapitulować. Po instynktownej obronie dobitka była już nie do wyjęcia. Widownia oszalała mocno kibicując ekipie z Długosiodła. Gra dalej toczyła się na połowie FCA, było wiele podań w polu karnym oraz w jego pobliżu. Dobrze ustawiony zespół bronił się mądrze nie dając szans na groźne strzały i wychodząc z kontrą. Ataki te nie mogły się udawać, ponieważ atakował tylko jeden zawodnik. Po kilku takich atakach FCA zaczęło atakować całym zespołem zostawiając dwóch obrońców. Jeden z ataków DŁUGOSIODŁO zakończyło faulem na własnej połowie. Idealna wrzutkę wykorzystał Sławek Maciejewski. Strzał głową był nie do wyjęcia. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1. Warta podkreślenia jest gra bramkarza FCA, grał wysoko nie bojąc się pojedynków z napastnikami. Podejmował ryzyko, z którego wychodził obronną ręką lub nogą. Drugą połowę FCA zaczęło od wysokiego C za sprawą Hajdackiego. Strzał z lewej nogi wylądował na poprzeczce. Niedłużny mu został Gałązka i jego strzał po drugiej stronie boiska wylądował na słupku. Hajdacki wraz z Maciejewski zaczęli coraz więcej pokazywać się z przodu. Nie bali się brać na siebie odpowiedzialność za grę. Strzelanie w tej połowie rozpoczęło Długosiodło. Po trzech dobitkach piłka znalazła drogę do bramki. Przy tej akcji po raz kolejny z dobrej strony pokazał się bramkarz FCA. Szybkie wyrównanie dał ponownie Maciejewski. Rozwścieczone DŁUGOSIODŁO przeprowadziło akcję z boku boiska, piłka po wrzutce znalazła drogę na głowę Pawła Gałązki, który strzałem głową ustalił wynik meczu na 3:2.

Ostatni mecz pierwszej kolejki to starcie pomiędzy drużynami FC NOWE BUDY oraz FC PORĘBA. Obie drużyny liczyły na komplet punktów w tym meczu, ale już pierwsze minuty spotkania pokazały, że zdecydowanym faworytem jest zespół z Poręby. Wiele ataków przeprowadzonych przez zawodników w pomarańczowych koszulkach było finalizowanych strzałami na bramkę rywala ale dobrze tego dnia dysponowany był Robert Sówka, który wyjmował wiele sytuacji sam na sam oraz strzałów sytuacyjnych przeciwników. FC Poręba mimo nieskuteczności pod bramką przeciwnika cały czas próbowała zdobyć pierwsze trafienie w tym meczu i gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowo zespół ten przeprowadził ostatnią akcje i dzięki zespołowej grze oraz szybkiej wymianie piłek udało się zdobyć pierwszą bramkę. Należy nadmienić, że bramkarz Nowych Bud w sytuacji bramkowej też był bliski wyjęcia piłki. Bramka stracona „do szatni” podziałała na zespół Nowych Bud jak płachta na byka. Wszystkie próby wyrównania wyniku spotkania kończyły się na obronie przeciwnika i wyprowadzanych przez Porębę kontrataków, które były szybkie ale nieskuteczne. Druga połowa w wykonaniu obu drużyn była bardzo wyrównana z niewielką przewagą zawodników w niebieskich trykotach. Budy nie potrafiły przypieczętować minimalnej przewagi zdobyciem bramki. Zawodnicy Poręby przeprowadzili natomiast skuteczny kontratak i za sprawą Dawida Szymańskiego podwyższyli wynik spotkania i ze spokojem odczekali na ostatni gwizdek sędziego, który wybrzmiał tego dnia.

Pierwsza niedzielna kolejka na poziomie pierwszej ligi nietypowo rozpoczęła się o godzinie 17:00, a wszystko za sprawą przełożenia meczu pomiędzy drużynami PASCAL FC WIDELEC i CZARNY LOTOS na 30 czerwca 2019 roku.

Pierwszy pojedynek rozgrywany na boisku w Brańszczyku w ramach pierwszej ligi odbył się pomiędzy drużynami PBS WYSZKÓW i JAWOR. Już na samym początku było pewne, że kolejka ta przejdzie do historii ze względu na brak sędziego, który ze względu na awarię auta nie dotarł tego dnia na boisko. Organizatorzy postanowili jednak poprowadzić zawody i poprosili drużyny o wyrozumiałość oraz grę fair play. Drużyna Jaworu dobrze weszła w mecz, prowadziła grę i próbowała zagrozić bramce przeciwnika, ale to pierwsza akcja PBS-u okazała się akcją skuteczną i przyniosła pierwsze trafienie w spotkaniu. Jawor próbował doprowadzić do remisu zarówno lewą jak i prawą stroną przeprowadzał ataki, dośrodkowania na napastników nie przynosiły poprawy rezultatu. Mecz do przerwy zakończył się jednobramkowym prowadzeniem drużyny bankowców, którzy również stworzyli sobie sytuację do zdobycia bramki ale brak skuteczności nie pozwolił na zmianę wyniku do przerwy. Od mocnego uderzenia drugą połowę zaczął zespół z Białegobłota i po bardzo ładnej akcji piłkę z linii bramkowej wyszkowian wybił nieoczekiwanie Damian Sośnicki. Jawor miał wiele stałych fragmentów gry w postaci rzutów rożnych, ale nie potrafił ich wykorzystać, a Bankowcy po jednym z takich wznowień przeprowadzili szybki kontratak i zdobyli drugą bramkę w tym meczu za sprawą Marcina Myśliwica. Zawodnicy w granatowych koszulkach odsłonili się dość mocno w tym spotkaniu tym samym narażając się na kontry rywala. Szukając kontaktowej bramki mieli oni dużo szczęścia, że PBS nie przypieczętował tego fragmentu gry kolejnym trafieniem. Ryzyko się opłaciło i dzięki trafieniu Arka Seroki w płucach zawodników Jaworu znalazło się więcej tlenu. Zdobycie bramki kontaktowej nie zmieniło zbyt wiele w poczynaniach drużyny z Białka, która cały czas była bardzo mocno odsłonięta pozwalając na kontrataki Banku. Jawor musiał tak grać ponieważ szukał drugiego trafienia dającego upragniony remis. W wielu sytuacjach drużynie z Wyszkowa zabrakło zimnej krwi i choć mieli przewagę liczebną pod bramką rywala to nie zamienili tego na kolejne trafienie. W ostatnich minutach spotkania piłkę przed polem karnym PBS-u przyjął Damian Sośnicki, uderzył na bramkę, ale obrońca skutecznie zablokował ten strzał. Piłka odbiła się jeszcze od ręki wspomnianego zawodnika, ale sędzia pozwolił kontynuować grę i druga próba Sośnickiego znalazła swoje miejsce w świetle bramki. Kolejne minuty mogły również przynieść trafienia, ale żadna z drużyn nie potrafiła wykorzystać swoich sytuacji stworzonych pod bramką rywala i ostatecznie obie ekipy podzieliły się punktami w pierwszym meczu tegorocznych rozgrywek na poziomie pierwszej ligi.

Kolejnym starciem w ramach pierwszej ligi był wyczekiwany przez mieszkańców Brańszczyka pojedynek pomiędzy drużynami EDEN oraz FC BRAŃSZCZYK. Wbrew oczekiwaniom przybyłych na trybuny osób to drużyna z rajskiego ogrodu zaczęła od samego początku dominować na boisku. Bardzo dobry strzał jednego z zawodników Edenu został sparowany przez bramkarza Brańszczyka, do piłki co prawda dobiegł Adrian Grudziński ale jego dobitka zdaniem sędziego była zbyt lekka i bramkarz złapał ją nim przekroczyła linię bramkową. Nieuznana bramka zmobilizowała zawodników Edenu i w kolejnej akcji Damian Gałązka silnym strzałem zza pola karnego po długim roku pewnie zdobył pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Kolejna sprawnie przeprowadzona akcja pod bramką drużyny z Brańszczyka zakończyła się drugim trafieniem Gałązki. Zespół z Brańszczyka próbował swoich sił pod bramką rywala, ale nieskutecznie grająca ofensywa nie potrafiła pokonać Waldka Siankowskiego stojącego w bramce Edenu. W kolejnej akcji na listę strzelców wpisał się Adrian Grudziński, który tym razem pewnie pokonał bramkarza drużyny FCB. Ataki przeprowadzone przez zawodników Brańszczyka w końcu zaowocowały pierwszym trafieniem. Wszystko za sprawą dobrze dysponowanego tego dnia Daniela Pakieły, który odegrał piłkę do Buleckiego, a ten bez większych problemów umieścił ją w pustej bramce. To było ostatnie trafienie w tej połowie i drużyny zamieniły się stronami. W drugiej odsłonie tego spotkania gra się zdecydowanie zaostrzyła. Bartosz Choinka broniący bramki drużyny z Brańszczyka sfaulował rywala w dość nietypowej sytuacji przez co niemal z linii pola karnego drużyna Edenu mogła podwyższyć prowadzenie. Uderzenie Patryka Akira w drodze do bramki natrafiło jednak na mur i to drużyna z Brańszczyka mogła przeprowadzić kontrę. W grze brańszczykowskiej ekipy widoczna była determinacja by zdobyć bramkę kontaktową i ponownie za sprawą Buleckiego udała się ta sztuka. Bardzo dobre zawody zagrał tego dnia Bogdan nie spoczął na dwóch trafieniach, dołożył 3 oczko dzięki czemu wyrównał wynik meczu i podwyższył temperaturę tego spotkania do granic możliwości. Od tego momentu zdecydowana inicjatywa należała do zawodników w koszulkach z emblematem REM-BUDu, grająca z determinacją drużyna FCB nie pozwalała na zbyt wiele przerywając grę lub przejmując piłkę i wyprowadzając kontry. Po jednym z takich zagrań w dogodnej sytuacji znalazł się Paweł Deluga, który w sytuacji sam na sam nie poradził sobie z bardzo dobrze interweniującym bramkarzem Edenu. Zawodnicy z rajskiego ogrodu bardzo chcieli wygrać ten mecz i mieli ku temu duże szanse. W ostatniej akcji meczu bardzo ładnym strzałem z przewrotki popisał się Damian Gałązka strzał oddany był jednak zza pola karnego co sprawiło, że Bartek Choinka miał dużo czasu na interwencję i wybił piłkę na rzut rożny. Sędzia nie pozwolił wznowić gry i spotkanie zakończyło się remisem 3:3.

Ostatnim rozgrywanym tego dnia spotkaniem w ramach pierwszej ligi było starcie pomiędzy zespołami COPACABANA oraz JOGA BONITO. Drużyna Jogi od samego początku postanowiła kontrolować przebieg spotkania i rozgrywała piłkę. Drużyna Copacabany cofnięta z tyłu czekała na swoje szanse w kontaktach. Dobrze grająca para ofensywnych zawodników w postaci Jakuba Wierzchonia i Mateusza Ponichtera w poprzednich rozgrywkach wielokrotnie udowodniła, że potrafi rozmontować defensywę przeciwnika. Nie inaczej było w przypadku meczu z Copacabaną, po zagraniu w pole karne od pierwszego ze wspomnianych zawodników drugi z nich wpisał się na listę strzelców. Kolejne minuty spotkania wskazywały na to, że Joga Bonito dość szybko podwyższy prowadzenie, ale wszelkie próby były niecelne. Copacabana z upływem czasu coraz częściej sprawiała zagrożenie pod polem karnym rywali dzięki czemu Karol Uchal miał sporo pracy. W jednej z akcji Copy Patryk Osowiecki płaskim strzałem przy słupku z bliskiej odległości pokonał bramkarza Jogi i doprowadził do remisu. Jeszcze przed przerwą bardzo dobrą sytuacje na podwyższenie miała Joga ale po strzale Daniela Zielińskiego bramkarz Copacabany popisał się bardzo dobrą interwencją i wybił piłkę za linię końcową boiska. W drugiej połowie obie drużyny szukały dość prostych środków aby dostać się pod bramkę przeciwnika. Wysocy zawodnicy w obronie zespołu w fioletowych koszulkach nie pozwalali na zbyt wiele w ofensywie Jogi i wybijali wszystkie górne piłki, które były posyłane na ich połowę. Wraz z upływem czasu widoczna była coraz większa nerwowość w zagraniach poszczególnych zawodników. Po jednym z fauli podyktowanym na zawodniku Joga Bonito do stojącej piłki podszedł Jakub Wierzchoń i i uderzył lewą nogą idealnie w lukę, która była w murze przez co bramkarz nie miał szans na interwencję i drużyna w niebieskich trykotach cieszyła się z prowadzenia. Copacabana próbowała w dość chaotyczny sposób przedostać się pod bramkę rywala, ale posiadająca pozytywny wynik Joga kontrolowała do końca mecz. Podjęła ona jeszcze kilka prób podwyższenia rezultatu, jednak mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 1:2.

Organizatorzy przepraszają wszystkie zespoły za brak sędziego i konieczność rozgrywania spotkań z arbitrem sędziującym w zastępstwie. Przy okazji uprzejmie informujemy, iż po analizie nagrań ze spotkań nie dopatrzono się rażących błędów oceny zdarzeń na boisku. Dołożymy wszelkich starań aby wyeliminować podobne sytuacje w przyszłości. Jeszcze raz przepraszamy i podkreślamy, że organizujemy rozgrywki z miłości do piłki i dla dobrej zabawy.

Wyczekiwana przez lokalnych mieszkańców Liga Bociana rozegrała pierwsze spotkania i dzięki postawom drużyn na boisku byliśmy świadkami fantastycznych pojedynków. Fantastyczna była również postawa kibiców, którzy gorąco tego dnia dopingowali graczy. Wielkie brawa za wspaniałą atmosferę i za wspaniały początek ligi!