BEZ ZMIAN W GÓRNEJ CZĘŚCI TABELI.

Od pierwszego zwycięstwa JOGI rozpoczęła się 4 kolejka Ligi Bociana. Drużyna JOGA BONITO mierzyła się z zespołem TUCHEŁKA PORĘBA. Ekipa z Trzcianki od początku dominowała w każdym calu gry. Tuchełka bardzo się starała, grała blisko przeciwnika lecz zawodnicy JOGI nie dawali się zaskoczyć, pewnie wygrywając to spotkanie. Na brawa zasługuje współpraca Mateusza Ponichtery z Dominikiem Pawłowskim, którzy w tym meczu zdobyli po pięć bramek. W końcówce spotkania skwitowali piątkowy występ piękną akcją zakończoną golem. Pawłowski pewnie ograł kilku przeciwników, swoją akcję zakończył podaniem, po którym Ponichtera wpakował piłkę do bramki. Na uznanie zasługują również dwie piękne bramki Ponichtery, który w pierwszej z tych sytuacji zaskoczył bramkarza silnym strzałem z rzutu wolnego, a przy drugiej akcji wykorzystał błąd obrony i zdobył gola przenosząc piłkę nad bramkarzem Tuchełki. Golkiper z Poręby przy większości strzałów w tym meczu był bez szans. Ostatecznie Joga Bonito wygrywa swoje spotkanie 11:0 i odskakuje od dna tabeli.

 

 

Drugim spotkaniem, które mogliśmy oglądać w miniony piątek był pojedynek pomiędzy FC NOWE BUDY i TZŁ GREEN HORNETS. Mecz Trzcianki z Budami znowu pokazał 2 oblicza TZŁ. Początek pierwszej połowy zdecydowanie należał do zawodników z Bud. Po ciekawej akcji formalności dopełnił Paweł Brzostek i prowadzili 1:0, po czym kontrolowali grę i dobrze bronili swojej bramki pod naciskiem drużyny z Trzcianki. Mecz odmienił się po zmianie zawodników środka pola w zespole Green Hornets. Udaną zmianę zaliczył Tymiński, który do końca tego meczu zagrał świetne spotkanie. Potrafił spokojnie przytrzymać piłkę oraz w odpowiednim momencie oddać ją koledze z zespołu. Zaliczył również kilka indywidualnych akcji oraz groźnych strzałów. Druga połowa to całkowita dominacja TZŁ. Mecz zakończył się wynikiem 5:1 dla zespołu z Trzcianki. FC Nowe Budy zasługują na pochwałę, postraszyli przeciwnika kilkoma ciekawymi kontrami, które mogły zmienić oblicze tego meczu.

 

Kolejnym spotkaniem rozgrywanym w tej serii gier był pojedynek pomiędzy zespołami COPACABANA i WYSZKÓW FOOTBALL CLUB. Pierwsze minuty to spore zaskoczenie ponieważ Wyszków FC, który do tej pory rozgrywa świetne zawody, tym razem nie mógł poradzić sobie z dobrze poukładaną obroną rywali. Zespół Copacabany zaczął czuć się na boisku coraz pewniej i momentami poważnie zagrażał swoim przeciwnikom. Skutkiem tego była coraz bardziej chaotyczna gra zawodników z Wyszkowa. To musiało skończyć się bramką dla Copacabany. Po ładnej akcji i kilku dokładnych podaniach Copacabana prowadziła 1:0. Ku zdziwieniu wszystkich zgromadzonych na druga bramkę dla tego zespołu nie trzeba było długo czekać. Akcja, po której wpadła bramka była niemal kopią poprzedniego trafienia i znowu na listę strzelców wpisał się Dominik Lipski. Sensacja czwartej kolejki wisiała w powietrzu. Dwubramkowa strata dodatkowo zmotywowała drużynę z Wyszkowa i jej zawodnicy powoli zaczęli odrabiać straty. Jeszcze przed przerwą piękną bramką z połowy boiska popisał się Krzysztof Borowski, który cały mecz bardzo dobrze rozgrywał futbolówkę w środku pola. Do przerwy wynik jednak się już nie zmienił. Kolejna odsłona tego spotkania wyglądała już zupełnie inaczej. Drużyna z Wyszkowa dobrze przeanalizowała sobie to co działo się w pierwszej połowie i po chwili indywidualną akcją, po której padła bramka na remis popisał się Matuszewski. Kolejne minuty to ataki WFC przedzielone próbami skontrowania przez drużynę Copacabany. Trzecią bramkę dla Wyszkowa strzelił Paweł Bryl, a tuż przed końcem kolejną ładną bramkę z dystansu dołożył Borkowski i zwycięstwo WFC było już formalnością. Mimo bardzo dobrej gry w pierwszej połowie zespołu Copacabany nie udało im się wyrwać punktów drużynie Wyszków FC. Mecz zakończył się wynikiem 4:2 dla drużyny z Wyszkowa, która umacnia się dzięki tamu w górnej części tabeli.

W tej kolejce również mieliśmy spotkanie derbowe, tym razem mierzyły się ze sobą dwie drużyny z Brańszczyka. Zarówno GAZYL MISTRZE jak i FC BRAŃSZCZYK przed tym spotkaniem miały w swoim dorobku po trzy punkty i ogromny apetyt na kolejne zwycięstwo.

Początek spotkania zaczął się dość spokojnie. FC Brańszczyk kontrolował grę i wymieniał mnóstwo podań, ale na swojej połowie. Pierwsza akcja pod polem karnym przeciwnika zakończyła się od razu bramką. Do dośrodkowania z prawej strony boiska doszedł Tomasz Zalewski i ekwilibrystycznym strzałem przelobował bramkarza rywali. Po zmianie wyniku obie drużyny zdecydowanie przyspieszyły grę i zaczęły coraz częściej stwarzać sobie okazję do strzelenia bramki. Jeszcze przed przerwą do wyrównania doprowadził Deluga, który wykorzystał błąd defensywy przeciwnika i pewnie pokonał bramkarza. Druga odsłona tego spotkania przyniosła kilka groźnie zapowiadających się dla Gazyli akcji, ale żaden ze strzałów nie trafił w światło bramki. Po przetrzymaniu naporu bardziej doświadczonych zawodników z Brańszczyka znowu z dobrej strony pokazał się Paweł Deluga, który wykorzystał kolejny błąd obrońców drużyny przeciwnej i po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Strata bramki podziałała mobilizująco na zawodników FC Brańszczyk, zwiększyli oni swoje wysiłki mając nadzieję na doprowadzenie do remisu. Pomimo stworzenia sobie kilku dogodnych sytuacji nie potrafili oni pokonać bramkarza Gazyli, który wybronił kilka groźnych strzałów. Gazyl Mistrze mogli w końcówce powiększyć swój dorobek bramkowy, ale nie udało im się sfinalizować przeprowadzanych akcji i ostatecznie zwyciężyli z bardziej doświadczonym przeciwnikiem 2:1.

Ostatnie spotkanie 4 kolejki Ligi Bociana odbyło się z opóźnieniem oraz przy niewielkiej liczbie widzów, a wszystko za sprawą silnych opadów deszczu, które notorycznie towarzyszą rozgrywanym w piątki meczom. Rywalizacja pomiędzy drużynami EDEN oraz JAWOR miała dodatkowy smaczek ze względu na zajmowane przez obie ekipy miejsca w samej górze tabeli.

Pierwsze minuty spotkania przyniosły od razu bramkę dla drużyny Edenu. Bardzo ładną akcją popisał się Damian Brejnak, którego strzał po rykoszecie wpadł do siatki przeciwnika. Kolejne minuty przyniosły sporo zaciętej gry, a piłka poruszająca się szybko po mocno zroszonym boisku coraz częściej mijała bramki w niewielkich odległościach. Obie defensywy grały naprawdę dobre spotkanie i nic w tym dziwnego bo to właśnie te dwa zespoły mają do tej pory najmniej straconych bramek w lidze. Przed gwizdkiem sędziego oznaczającym koniec pierwszej połowy zespół Edenu miał serię kilku rzutów rożnych. Ostatni stały fragment gry zawodnicy postanowili rozegrać po ziemi, dzięki czemu w dobrej sytuacji znalazł się Sławek Rogalski i strzałem zza linii pola karnego uderzył przy słupku nie do obrony dla bramkarza. W drugiej odsłonie tego spotkania to Jawor przejął inicjatywę na boisku, ale nie rzucił się do szaleńczych ataków. Strata kolejnej bramki w tym spotkaniu z pewnością mogła by im podciąć skrzydła. I niewiele zabrakło, a właśnie tak by się stało za sprawą rozgrywającego świetne zawody Brejnaka. Zawodnik ten wyszedł z akcją w szybkim kontrataku, doszedł do sytuacji strzeleckiej, ale jego uderzenie trafiło w słupek, a oddana z kilku metrów do pustej bramki dobitka odbiła się od poprzeczki.

Jawor stworzył sobie wiele sytuacji, które mogły zakończyć się bramką, ale tego dnia strzegł jej bardzo dobrze dysponowany Waldemar Siankowski. Bramkarz Edenu co chwila zaliczał świetne parady wybijając kolejne piłki zmierzające do siatki i nie dał się pokonać do ostatniego gwizdka sędziego.

Pomimo przegranej Jawor pozostaje na tej samej pozycji, którą zajmował przed czwartą serią gier, a Eden z kompletem punktów umacnia się na pozycji lidera Ligi Bociana.