SZCZEGÓLNA KOLEJKA, ZADEDYKOWANA KRYSTIANOWI, KTÓRY ODWDZIĘCZYŁ SIĘ WSPANIAŁĄ POGODĄ. SPOCZYWAJ W POKOJU…

Pierwszy mecz 5 kolejki pomiędzy TZŁ GREEN HORNETS oraz JAWOREM przyniósł od razu wiele emocji. Obie drużyny weszły pewnie w mecz. Nikt nie chciał popełnić głupiego błędu, który mógłby kosztować stratę gola, a co za tym idzie, przegrany mecz. TZŁ oraz Jawor podchodząc do meczu miały jak dotąd na swoim koncie po jednej porażce. Wynik otworzył – po rzucie rożnym, który jest już flagowym elementem gry ekipy z Trzcianki – Kuba Wierzchoń. Duże zamieszanie w polu karnym nie przeszkodziło we wpakowaniu piłki do bramki Jawora. 1:0, takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa spotkania. Początek drugiej odsłony tego meczu przespało Green Hornets i Jawor płaskim strzałem zza pola karnago doprowadził do remisu. Stracony gol podziałał jak zimny prysznic, ekipa z Trzcianki wróciła na właściwe tory. Zespoły wyprowadziły sporo ciekawych akcji, ale najlepsze było przed nami. Końcówka meczu to istny festiwal „setek”. A wszystko zaczęło się na 5 minut przed końcem meczu. Trzcianka próbowała swoich sił strzałami z przed pola karnego, z pola karnego, z rzutów rożnych. Brak skuteczności sprawił, że piłka nie znalazła drogi do bramki. Jawor również stworzył sobie wiele dogodnych okazji do strzelenia gola, w jednej z nich Wiśniewski mógł oddać strzał z bliskiej odległości, ale świetnie w bramce TZŁ spisywał się Karol Ponichtera, który po raz kolejny zalicza udany występ. W końcówce udaną zmianę w drużynie TZŁ zaliczył Daniel Pakieła. Wybił sporo piłek nie dopuszczając przeciwników do oddania strzału. Po zaciętym i wyrównanym pojedynku pierwszy remis w Lidze Bociana stał się faktem.

 

 

Drugim meczem w tej serii gier było starcie pomiędzy drużynami COPACABANA i JOGA BONITO. Obydwa zespoły posiadają w swoich składach samych młodych, ambitnych i pełnych zaangażowania graczy. Od samego początku tempo meczu było bardzo wysokie. Mecz toczył się „akcja za akcję”, lepiej jednak wiodło się drużynie z Trzcianki, udowodnił to Dominik Pawłowski strzelając pierwszą bramkę dla Jogi. Kolejne minuty to walka o każdy centymetr boiska. Mimo tego do przerwy nie zobaczyliśmy więcej bramek. Następna część meczu okazała się jeszcze bardziej zacięta. Zawodnicy Jogi wiedzieli, że jednobramkowa przewaga nie daje im pewnego zwycięstwa, a Copacabana koniecznie chciała doprowadzić do wyrównania. W pewnym momencie sędzia musiał użyć mocniejszych argumentów żeby uspokoić grę i wykluczył na 2 minuty najpierw jednego zawodnika Jogi, a po chwili za niesportowe zachowanie w ten sam sposób ukarał drugiego. Trzcianka grała w osłabieniu, ale rywale nie zdołali tego wykorzystać. Po powrocie do pełnego składu determinacja zawodników z Joga Bonito sprawiła, że wykorzystali oni złe wyprowadzenie piłki przez rywala i dwójkową akcją weszli z futbolówką do bramki przeciwnika. Drugą bramkę strzelił ponownie Dominik Pawłowski, najlepszy zawodnik Jogi w tym meczu. Do końca spotkania zawodnicy Copacabany próbowali odrobić straty, ale nie zdołali umieścić piłki w siatce przeciwnika. W tym spotkaniu nie brakowało emocji, mocnych pojedynków i nerwowych starć. Pot przelany na boisku nie poszedł na marne ponieważ zgromadzeni na trybunach kibice mogli się cieszyć interesującym widowiskiem.

 

W kolejnym meczu mierzyły sie ze sobą drużyny FC BRAŃSZCZYK i TUCHEŁKA PORĘBA. Po dość wyrównanym początku spotkania to w końcu Brańszczyk zdobył gola i uspokoił tym samym zapędy drużyny z Poręby. Na kolejne trafienie nie trzeba było długo czekać, do prostopadłego podania w polu karnym doszedł Marek Danis i zdobył swojego drugiego gola w tym meczu. Tuż przed przerwą padła również trzecia bramka dla Brańszczyka, tym razem na listę strzelców wpisał się Rozenek. Druga odsłona tego spotkania przyniosła kolejną ładną bramkę, tym razem pozostawioną przez gracza Tuchełki piłkę uderzył niemal z połowy boiska Tomasz Depta, strzał w środek bramki był na tyle silny, że bramkarz musiał po raz kolejny wyciągać piłkę z siatki. Po paru minutach było już 5:0 i mimo, że drużyna z Poręby prezentowała się całkiem nieźle w spotkaniu z bardziej doświadczonym przeciwnikiem to musiała być świadoma, że skończy kolejny mecz tracąc kilka bramek. Ekipa z Brańszczyka zaczęła grać na dużym luzie co uśpiło ich czujność, po błędzie obrony swoją szansę wykorzystał Rytelewski zdobywając pierwszego gola dla Tuchełki. W całym meczu zawodnicy z Poręby oddali jeszcze kilka ładnych strzałów, ale te wybronił bramkarz FC Brańszczyka. Przed ostatnim gwizdkiem trzecią bramkę w tym meczu dołożył Danis i Brańszczyk zasłużenie wygrał to spotkanie.

Czwartym meczem tej serii gier był pojedynek pomiędzy drużynami EDEN oraz FC NOWE BUDY TEAM. Początek spotkania był niezwykle wyrównany, ale po kilku minutach zaczęła się wytwarzać przewaga Edenu. Przewaga, którą ta drużyna szybko zamieniła na zdobycze bramkowe. Cały przebieg spotkania od straty pierwszej bramki przez drużynę z Bud przebiegał pod dyktando Edenu. Zawodnicy tej drużyny kreowali grę i stopniowo podwyższali wynik spotkania. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 8:0. Mariusz Piórkowski strzegący do tej pory bramki Edenu mógł wpisać się w tym meczu na listę strzelców aż dwukrotnie, ponieważ w ostatniej kolejce pauzował, co wykorzystał Waldemar Siankowski i po raz kolejny zachował czyste konto.

W ostatnim meczu tej kolejki grały ze sobą ekipy WYSZKÓW FC i GAZYL MISTRZE. Po pierwszym gwizdku sędziego musieliśmy poczekać kilka minut na pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Drużyna z Wyszkowa wykorzystała swoją szansę i napoczęła przeciwnika po czym kontrolowała przebieg spotkania. Przed przerwą nie padło więcej bramek i zespół Gazyli poczuł, że może wyrwać w tym meczu punkty przeciwnikowi. Druga połowa spotkania jednak szybko zweryfikowała ten mecz. Szybko strzelone bramki dla drużyny Wyszków FC podcięły nieco ofensywne zapędy ekipy z Brańszczyka. Kolejne bardzo dobre zawody rozegrał Krzysztof Borowski, który jako lider drużyny brał na siebie odpowiedzialność za rozgrywanie piłki i po raz kolejny wpisał się na listę strzelców. Przy stanie 4:0 dla Wyszkowa do głosu doszli Gazyle i za sprawą Pawła Delugi odrobili dwie bramki. W końcówce jednak po długim wykopie bramkarza z Wyszkowa jeden z ich zawodników skierował piłkę do własnej bramki i mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 5:2.

Pierwszy ligowy piątek, któremu nie towarzyszyły opady za nami. Bardzo cieszy frekfencja na trybunach i towarzysząca lidze atmosfera. Trzymamy kciuki, że ten trend utrzyma się do ostaniej kolejki, co do której jeszcze będziemy informować.