9 kolejka – Ostatnie spotkania pierwszej edycji Ligi Bociana, działo się!
Pierwszym meczem ostatniej dziewiątej kolejki Ligi Bociana miało być spotkanie zespołów TUCHEŁKA PORĘBA i TZŁ GREEN HORNETS. Drużyna ze Trzcianki musiała wygrać ten mecz co najmniej dwudziestoma bramkami by mieć szansę na srebro w rozgrywkach. Plan niby nie do wykonania, a jednak zawodnicy z Trzcianki stawili się przed 14:00 na boisku i czekali na rywali i sędziego. Zespół z Poręby postanowił oddać mecz walkowerem gdyż prawdopodobieństwo wysokiej przegranej było dość duże. Pomimo braku możliwości walki o drugie miejsce zawodnicy TZŁ przyjęli brak rywali z ulgą, rozpamiętując na trybunach sobotni wieczór jako jeden z bardziej udanych.

Drugim meczem zaplanowanym na ostatnią kolejkę Ligi Bociana było spotkanie pomiędzy zespołami EDEN oraz JOGA BONITO. Na początku spotkania to zespół z Trzcianki prezentował się lepiej i kilkukrotnie zagroził bramce rywala. Zawodnicy Edenu do pierwszej klarownej sytuacji doszli w 6 minucie spotkania. Sławek Rogalski otrzymał bardzo dobre prostopadłe podanie w pole karne i nie miał problemu z zamienieniem go na bramkę. Zdobywając tego gola został samodzielnym królem strzelców i wymusił na Pawłowskim zdobycie co najmniej 2 bramek aby odebrać mu ten tytuł. Po stracie bramki Joga postawiła na jeszcze bardziej ofensywną grę co skutkowała groźnymi sytuacjami po szybkich kontrach na bramkę, której strzegł Karol Uchal. Bramkarz Trzciankowskiej drużyny jednak nie dał się w żadnej z tych akcji pokonać. Jego koledzy z przodu natomiast zaczeli coraz bardziej dominować nad przeciwnikiem, grając momentami bardzo ostro, na pograniczu faulu. Po wrzucie z autu na wysokości pola karnego złą interwencję zaliczył bramkarz Edenu, który zderzył się z obrońcą i minął się z piłką, która delikatnie trącona wpadła do pustej bramki. Joga Bonito doprowadziła do remisu, ale ewidentnie chciała bardzo szybko strzelić kolejnego gola i ciągłym pressingiem wymuszała błędy przeciwnika. Po kilku próbach w końcu upragnioną bramkę zdobył Dominik Pawłowski. Trzcianka nie przestawała naciskać na przeciwnika i już po chwili było 3:1 po silnym strzale Mateusza Ponichtery w róg bramki strzeżonej przez Waldka Siankowskiego. Zaraz po zmianie stron zespół Jogi cofnął się i czekał na swoje szanse w szybkich akcjach przeprowadzonych z własnej połowy boiska. Po kilku minutach dość wyrównanej gry bez dogodnych sytuacji do strzelenia gola to zespół Edenu poważnie zagroził rywalowi, a jeden ze strzałów z bardzo ostrego konta odcisnął stempel na poprzeczce Jogi. Chwile później, złe wybicie jednego z obrońców lidera rozgrywek zakończyło się kolejnym golem Pawłowskiego, który w sytuacji sam na sam nie pomylił się i pewnie podwyższył wynik spotkania. Pomimo, że było to ostatnie spotkanie i obie drużyny były już pewne miejsc jakie zajmą w końcowej klasyfikacji, atmosfera spotkania była dość napięta w jednej z akcji doszło do niepozornego spięcia, w wyniku którego obie drużyny musiały przez pewien czas grać w osłabieniu. Zespół Edenu, który do tej pory wygrał wszystkie spotkania nie mógł sobie poradzić z agresywną grą przeciwnika i niekorzystnym rezultatem. Natomiast Joga Bonito sprawiała bardzo dobre wrażenie przez całą ligę, a miejsce w tabeli i młody wiek mogły wzbudzać w zawodnikach sportową złość i chęć jej wyładowania. Po powrocie na boisko ukaranych graczy to zespół z Trzcianki ponownie podwyższył wynik spotkania. Po bardzo mądrym wycofaniu piłki przez Mateusza Ponichterę ładnym strzałem zza pola kornego popisał się Pawłowski, kompletując hat tricka strzałem pod porzeczkę. Do końca meczu zostało już niewiele czasu i żadna z drużyn nie zagroziła poważnie przeciwnikowi. Choć Joga Bonito wygrała pewnie z Edenem to właśnie drugi z zespołów zszedł z uśmiechem na ustach wiedząc, że za kilka godzin będzie wznosić w górę puchar za zwycięstwo w Lidze Bociana. Zespół z Trzcianki zajął w rozgrywkach lokatę tuż za podium i pocieszeniem dla tej drużyny może być fakt, że ich napastnik zdominował ranking strzelców, a postawa drużyny sprawia, że w kolejnych edycjach będą oni postrzegani w roli jednych z faworytów ligi.

Kolejnym spotkaniem był pojedynek pomiędzy zespołem FC NOWE BUDY i GAZYL MISTRZE. Obie drużyny były już niemal pewne swoich miejsc w tabeli, ale nie przekreślało to zakończenia rozgrywek z miłym akcentem w postaci wygranej. Bardziej na na dobrym finiszu zależało Gazylom, którzy od razu przycisnęli rywala i na początku meczu zdobyli gola otwierając wynik spotkania. Drużyna z Brańszczyka ciągłym pressingiem w kolejnych minutach wymusiła błąd przy wyprowadzaniu piłki przez bramkarza. Zablokowane wybicie Kozłowskiego odbiło się od Bogdana Buleckiego, piłka przelobowała bramkarza Nowych Bud, skozłowała na linii bramkowej i wykręciła się ponownie w pole karne gdzie czekał już na nią Paweł Deluga i spokojnie wpakował ją do bramki. Kolejne minuty przyniosły sporo szarpanej gry z obu stron, z licznym długimi piłkami przejmowanymi przez defensywę rywala i zbyt mocnymi podaniami, do których koledzy z drużyny nie mieli prawa dojść. W jednej z akcji Bulecki ośmieszył dwóch przeciwników mijając ich z łatwością przy narożniku boiska, ale jego strzał był zbyt anemiczny by pokonać bramkarza. Z drugiej strony boiska ładnym uderzeniem z dystansu popisał się Paweł Brzostek, który po przyjęciu piłki przerzucił ją nad sobą odwrócił się w kierunku bramki i huknął z powietrza. Jego strzał był minimalnie niecelny, ale bramkarz Gazyli na wszelki wypadek w wyciągnął się jak struna i zbił piłkę na rzut rożny. W kolejnej akcji zawodnicy z Brańszczyka chcieli wejść z piłką do bramki, strzał z bliskiej odległości został zablokowany przez obrońcę, ale dobitka posłana pod poprzeczkę dała drugą bramkę Delugi w tym meczu. Tuż przed przerwą z daleka na bramkę Nowych Bud uderzył Murza, tym razem piłka również została zablokowana przez obrońcę, a dobitka Darka Buleckiego przyniosła trzecią bramkę w tym meczu. Po zmianie stron zagotowało się na chwile pod bramką Gazyli. Zawodnicy z Nowych Bud mieli aut na wysokości pola karnego, ale nie zdecydowali się na wrzut piłki pod bramkę. Wycofali ją do stojącego w okolicy środka boiska Patryka Deptuły, a ten bez przyjęcia uderzył z woleja zewnętrzną częścią stopy tak, że wkręcająca się piłka minęła bramkarza i z impetem uderzyła w spojenie słupka z poprzeczką i opuściła boisko. W kolejnej akcji natomiast zawodnik Gazyli wybijając piłkę spod nogi rywala trafił w słupek własnej bramki, na jego szczęście piłka wyszła rzut rożny. Kolejne akcje przyniosły sporo emocji jednak sędzia po raz kolejny musiał użyć gwizdka dopiero gdy sygnalizował koniec spotkania. Przed tym starciem obie ekipy miały po 9 punktów, ale na boisku zdecydowanie lepsza była drużyna Gazyli, która obok drużyn FC Brańszczyk i Wyszków FC zagnieździła się w środku tabeli.

Przedostatnim pojedynkiem zaplanowanym na dziewiątą kolejkę Ligi Bociana był mecz pomiędzy zespołami JAWOR i COPACABANA. Pierwsza połowa meczu pokazała piękno sportu. Skazywana na porażkę drużyna Copacabany grała z faworyzowanym Jaworem jak równy z równym. To Copacabana strzeliła pierwsza bramkę w tym spotkaniu. Po tym jak Mateusz Drobot wpisał się na listę strzelców, gra wróciła do wyrównanej walki. Jedna i druga drużyna wymieniła kilka ciekawych podań, zagrała kilka składnych akcji, ale również w paru sytuacjach straciła łatwo piłkę. Do przerwy utrzymywał się wynik 1- 0. W pierwszych minutach drugiej połowy mecz był bardzo wyrównany, podobnie jak cała pierwsza połowa. Z czasem Jawor zyskiwał delikatną przewagę, lecz to Copacabana zdobyła drugą bramkę, która przy tak spokojnie grającym Jaworze dała im zwycięstwo. Honorowe trafienie dla wicelidera rozgrywek zaliczył Damian Sośnicki, ale tego dnia jego zespół był już pewny swojego miejsca na podium i być może dlatego zabrakło trochę determinacji w kluczowych momentach spotkania. Porażka nie zepchnęła drużyny z Białka na najniższy stopień podium, chodź ekipa TZŁ po walkowerze zrównała się z nimi punktami to bilans bramek dał im 2 miejsce w pierwszej edycji Ligi Bociana.
Ostatni mecz, ostatniej kolejki miał być rozegrany pomiędzy drużynami FC BRAŃSZCZYK i WYSZKÓW FC. Drużyna z Wyszkowa przyzwyczaiła Nas już w tym sezonie do oddawania meczów walkowerem, nie inaczej było tym razem. Problemy kadrowe Wyszkowian sprawiły, że zawodnicy Brańszczyka mogli się spokojnie oddać zabawie na Gminnych Dożynkach. Niebawem artykuł podsumowujący pierwszy sezon Ligi Bociana oraz galeria i highlights’y z meczów.